_Blog grey-me
Ile to już... 2011-04-17

Minęło tyle czasu.


Kiedyś ktos powiedział, ze jesli jest sie szczęśliwym, to się nie pisze tyle, co  w chwilach smutku.


Może dlatego nie pisałam.


Bo szczęście nie jest do opisania.


To by znaczyło, że jest większe niż ból. Bo ten jakoś łatwiej ubrać w słowa.


 


Nie wiem dlaczego dziś akurat tu wróciłam.


Nieważne.


Jest tak dobrze.


 


Oboje poszlismy na kompromisy.


On gra niewiele - ale tam i wtedy, gdzie warto. Nie finansowo. Ale rozwojowo.


Ja piszę w domu.


Jemy razem śniadania.


Gotuje mu polskie dania. On się cieszy.


Ostatnio zauwazyłam u niego siwy włos! Smialiśmy się dośc długo. przeciez jest młody.


 


Zapytał mnie, czy jestem szczęsliwa.


Jestem. Jestem tak szczęśliwa, że nie moge o tym mówić.


 


Ile to już... 2011-04-17

Minęło tyle czasu.


Kiedyś ktos powiedział, ze jesli jest sie szczęśliwym, to się nie pisze tyle, co  w chwilach smutku.


Może dlatego nie pisałam.


Bo szczęście nie jest do opisania.


To by znaczyło, że jest większe niż ból. Bo ten jakoś łatwiej ubrać w słowa.


 


Nie wiem dlaczego dziś akurat tu wróciłam.


Nieważne.


Jest tak dobrze.


 


Oboje poszlismy na kompromisy.


On gra niewiele - ale tam i wtedy, gdzie warto. Nie finansowo. Ale rozwojowo.


Ja piszę w domu.


Jemy razem śniadania.


Gotuje mu polskie dania. On się cieszy.


Ostatnio zauwazyłam u niego siwy włos! Smialiśmy się dośc długo. przeciez jest młody.


 


Zapytał mnie, czy jestem szczęsliwa.


Jestem. Jestem tak szczęśliwa, że nie moge o tym mówić.


 


Byleby. 2009-12-02

Robie wszystko, zeby czas lecial szybciej.


Niby go przyspieszyc nie mozna.


Ale ja jakos ostatnio nie jestem pewna.


Niby sie wlecze - jak patrze w kalendarz.


Ale z drugiej strony...


Tyle robie, ze dziwie sie, ze nie padlam jeszcze.


Moze padlam, troche. Nie raz, nie dwa.


Ale wstalam.


I zapomnialam.


I ide dalej.


Ku celowi.


 


Byleby wszysko - zrobic co trzeba. Byleby minely szumu  wolok Mojego (chociaz wielkie nie sa, na szczescie - moje).


 


Bilet na samolot juz mam.


Jeszcze niecale kilka miesiecy.


KIlkanascie tygiodni.


Na przedsmak - spedzimy razem okres swiateczny.


Po Wigilii zaraz lecimy do Naszego Miejsca.


Ostatnio rozmawialismy na Skype.


Zmienil sie.


Chyba przytyl.


Ale on mowi, ze nie. Ze wcale nie.


Mowil, ze mi wlosy urosly.


Bo troche urosly.


 


 


 


 


Staram sie nie myslec.


Robic tylko.


Wiec robie.


Jak robot nieco.


Ale robie. I robie...


 


 


Na myslenie przyjdzie czas...


101 2009-10-10

Dni mijaja straszliwie wolno, pomimo, ze sa krotsze niz latem.


A jednak czas sie wyciaga jak dobra guma do zucia.


A potem sie urywa.


I jest noc.


I jest milo, bo albo spie i nie wiem cosie dzieje.


Albo spie i snie o Nim.


A pozniej sie budze i dzien znow jest jak guma.


Wczorajsza.


Nieco bardziej twardy i taki..bez smaku.


 


Ogladam zdjecia.


Filmy.


W kinie bylam.


Wszedzie jest.


Chcialoby sie powiedziec - zupelnie wszedzie.


A jednak nie ma go w tylko jedym miejscu, w ktorym jest najbardziej pozadany.


Obok mnie.


 


Skupiam sie na tym, na czym skupiac sie chyba teraz powinnam.


Staram sie przynajmniej.


Mysle sobie, ze powrot do rzeczywistosci jest troche jak walniecie sie mlotem po glowie.


A przeciez powinno byc odwrotnie.


To nie jest moja rzeczywistosc.


Moja rzeczywistosc zostala na lotnisku.


Kiedy mi machala i ja juz bylam za bramka.


Moja rzeczywistosc byla tak cholernie blisko. Tuz na wyciagniecie reki prawie.


A jednak zbyt daleko, by ja przytulic i zostac tak na wieki.


 


 


Mysle sobie, ze nie moge za bardzo rozpaczac, bo to przeciez moja decyzja. Przeciez coz...na dobra sprawe moglabym rzucic wszytsko i po prostu TAM zostac.


Tylko nie wiem co mi nie pozwolilo? Strach? Ambicje? Chec bycia niezalezna, chociaz troche? Obowiazek?


Moze wsyztskiego po trochu.


Kiedy sie zegnalismy powiedzial mi:


"Pamietaj, ze tu tez jest Twoj dom i mozesz tu wpasc kiedy tylko chcesz. Jesli bedzie jakis problem z pieniedzmi to sie nie martw, tylko daj mi znac"


Spojrzalam na niego i powiedzialam to, co juz wie od dawna:


"Ale ja nie chce, zebys to Ty rozwiazywal moje problemy pieniezne, czy jakiekolwiek inne. Nie chce, zebys musial mi dawac pieniadz, kiedy chce przyjechac do mojego - jak mowisz -domu".


 


I to chyba o to chodzi.


Jestesmy niby Jednoscia.


Ale zadne z nas tak naprawde nie chce, nie moze, nie potrafi oddac siebie w 100%.


Mnie to cieszy.


Naprawde mnie to cieszy, cholernie mnie to cieszy.


 


Tylko przy okazji troche boli.


Ze cos za cos.


Ze nie moge zjesc ciastka i miec ciastka.


Ale zyje nadzieja, ze jeszcze troche.


Ze albo uda mi sie spelnic najpierw moje plany, albo ze bede gotowa rzucic wszystko w cholere i po prostu byc z nim. I zyc zupelnie pod jego skrzydlami.


 


Cokolwiek.


 


 


Teraz zostaje mi ta jebana, gorzka guma do zucia.


2009-10-06

Od dni 3 jestem w Polsce. W domu milym, acz jakims obcym. Mama pyta jak bylo, a ja nie umiem nic powiedziec.


Zombie - tyle ze mnie jest.


he ;) 2009-09-10

Dzis byl fantastyczny dzien.


Niby nic, a jednak jakos taki byl..caly radosny.


Od samego rana.


Moze oboje wstalismy dobra noga, moze slonce tak na nas dzialalo, moze po prostu caly czas mielismy zielone swiatlo.


Ale bylo po prostu fantastycznie.


Az mnie poliki bola od usmiechania sie.


 


Wypiismy rano kawe.


Poszlismy na caly dzien do parku.


Porobilismy chyba ztysiac zdjec.


 


Nawet wlosy mi sie dzis dobrze ulozyly.


 


 


Ze zdziwieniem zauwazam (i to chyba bylo w dzisiejszym dniu najwspanialsze), ze nie przeszkadzalo mi dzis nic - ani to, ze moj znow nie zalozyl czapki (chociaz teraz mysle, ze od koncertu robi to moze specjalnie, cwaniak), ze ani razu nie myslalam dzis o tym, co to bedzie, jak wroce do siebie do domu(?). Po prostu bylismy razem i tyle.


 


 


I bylo przecudnie.


Teraz lezy tu obok mnie i pogania.


Ja cierpliwie tlumacze, ze musze cos napisac, zeby miec dowod na to, z ebylo tak cudnie i zeby moc przeczytac to za jakis czas i sobie powspominac. A on lezy i maluje mi esy-floresy na ramieniu. Pije piwo w czerwonej puszce. Co chwila daje mi buziaka w ramie.


A teraz ja ide dac mi kilka buziakow.


 


Nie? Bo czemu mialabym nie dac. Wszak jest najlepszy na swiecie.


 


 


 


P.S. Teraz tak patrze...nawet sie nie ogolil.


I skarpety w kat rzucil, balaganiarz jeden  ;)


 


 


 Kocham. Ot, po prostu. Niby nic. A jednak wiele.


:) 2009-09-07

On: Zrob mi kawe, co?


Ja: A ja myslalam, ze Ty mi zrobisz...


On: No to Ci moge zrobic.


Ja: No widzisz.


On: Ale Ty zrob mi.


Ja: No tez mi...:| To juz nie mozesz sam sobie zrobic?


On: Bo nie chodzi o to, ze mi sie nie chce - sama widzisz, ze dla Ciebie chetnie zrobie. Ale po prostu jak Ty mi robisz kawe, to ona lepiej smakuje.


 


 


Ja: Widziales moja czerwona bluzke?


On: Tak, jest pod moja poduszka.


Ja: A co tam robi?


On: Spie z nia.


Ja: Coo??


On: No tak. Bo czasem jak sie obudze w nocy, to chce sie do Ciebie mocno tulic i czuc, a czasem mam wrazenie, ze jak Cie mocniej przytule, to Cie obudze. A nie chce Cie budzic.


Ja: Zartujesz sobie?


On: Nie.


Ja: Jestes swirem, jakbym Cie nie znala, to bym sie Ciebie chyba bala. I to mocno. Od dawna spisz z moja bluzka?


On: Od samego poczatku wlasciwie.


 


 


On: Napisalas juz ten esej?


Ja: Prawie, a co?


On:  Przeczytasz mi?


Ja: Ale raczej niewlele zrozumiesz.


On: To nic. Po prosztu chce sluchac jak mi czytasz na glos cos, co sama napisalas.


 


 


Ja: Wez sie przebierz, jak Ty wygladasz...


On: Jak?


Ja: Jakbysz budowy wrocil...


On: Nie podniecaja Cie brudni budowlancy?


Ja: Glupi.


On: Chodz, pobrudze Cie.


Ja: A moze lepiej sie wykap i przebierz?


On: No dobra.


Ja: Chciales byc dziki i spontaniczny?


On: Chyba tak.


Ja: I Ci nie wyszlo...?


On: Chyba.


 


 


Teraz siedzi, zalozyl okulary i czyta. Kiedy czyta marszczy nieco brwi. Pije piwo malutkimi lykami. Znam go na tyle, ze wiem - kiedy skonczy te strone w ksiazce, wyjdzie na balkon i zapali.


 


Lubie go znac.


Chociaz wiele osob powiedzialoby, ze to zle, ze rutyna, ze zero zaskakiwania i niespodzianek.


A ja tak nie mysle.


Ja go lubie znac.


Zupelnie.


Na 100% znac.


Koncert. 2009-09-06

Ja wiem, ze porownywac nie mozna. Ale! To sie samo nasunelo.


Czulam sie troche jak w filmie - jestem TU i TERAZ, a jednoczesnie co chwila migaja urywki z przeszlosci. Retrospekcja.


 


Bylismy dzis na koncercie. Wlasnie wrocilismy i Moj poszedl sie wyprysznicowac. Nic dziwnego, spocil sie za przeproszeniem jak swinia. I ja tez.


No ale od poczatku.


 


Koncert byl tak cudny, ze chyba dzis nie zasne.


Bylam na koncercie tej grupy, ktora kocham miloscia niezmienna od lat -nastu, po raz trzeci.


Raz bylam sama.


Raz bylam z Moim.


Raz bylam z Byłym.


 


Trzeba zaznaczyc, ze koncert ten jest dla mnie takim przezyciem, ze po prostu cala sie trzese i mysle, ze podobnie bym sie trzesla jakbym poszla na Beatlesow. Ale tego juz nie sprawdze.


W kazdym razie, Moj sie troche podsmiewal, ze az tak przezywam i biore majty na zmiane, bo sie boje, ze sie posikam.


 


Stalam w przedpokoju i go poganialam, jak wychodizlismy, sprawdzajac czy wszystko mam. Pietnascie razy sprawdzalam, czy wzielam aparat, czy wzielam dlugopis, czy mam plyte do podpisania. Zastanawialam sie, czy brac te majty, czy nie. A moze inaczej sie ubrac. A moze nie te buty. Poganialam go, chociaz sama nie wiedzialam, czy gotowa bylam.


Stal, zakladal wiazal szal i z tym swoim usmiechem powiedzial:


"Przezywasz, jakbys slub miala brac. No ale dobra, juz idziemy. Mamy wszytsko, na pewno. Idziemy, no juz (poklepal mnie po tylku), idziemy"


 


BACH RETROSPEKCJA


Stoje juz na klatce schodowej i krzycze do Byłego, coby sie pospieszyl. Sprawdzam, czy wszystko mam w torebce. Rzut oka na buty, czy mam czyste w 100%. Zdejmuje niewidzialne paprochy z bluzki, maluje usta bezbarwna szminka. Krzcze, zeby szybciej, ze juz trzeba isc.


"Przestan przezywac, juz idziemy...przeciez zdazymy...tylko zapale..." - slysze z pokoju.


Denewuje sie, przestopuje z nogi na noge i krzycze:


"Zapalisz po drodze, choooodz!!"


"Nie lubie palic jak ide, spokojnie, zdazymy...."


 


BACH, ZNOW JESTEM TU I TERAZ


 


 


Idziemy spokojnie, ale raczej szybko. Malo mowimy, bo ja w glowie mam tylko to, ze za chwile zobacze i uslysze moja druga milosc. Moj pali papierosa, ja nawet nie chce.


"Nie zauwazylas, ze nie mam czapeczki" - mowi.


Faktycznie, nie ma. Przewiazal lekko szal, ale czapy nie ma. To dosc dzwine, bo zawsze nosi, kiedy idziemy gdzies razem. Ja sie wtedy czuje jakos bezpieczniej. Nie wiem czemu.


"Moze powinnismy jezdzic po swiecie na ich koncert, to w koncu bysmy sie mogli ujawnic, co?" - puszcza mi oko.


Usmiecham sie do niego, chociaz jestem cala nerwowa, przezywam.


 


Przychodzimi na miejsce, siadamy. Moj podaje mi zimne piwo. Podaje papierosa. Pale tak szybko, ze nawet nie wiem kiedy. Tlum ludzi, wszyscy czekaja na muzyke. Nawet przez mysl mi wtedy nie przeszlo, ze tu jest tak duzo ludzi, ze ktos przeciez moze nas zobaczyc, poznac. Nie. Bylam zupelnie skupiona na mojej milosci numer II i koniec. Moj sie pyta:


"Wlasciwie to..czemu tak bardzo ich lubisz?" (Moj nie zna ich muzyki praktycznie zupelnie, troche sluchal z mojego kompa, ale jakos niespecjalnie...)


 


BACH RETROSPEKCJA


Siedze z Byłym na schodach. Pijemy piwo, palimy papierosy. Ja sie nerwowo rozgladam w poszukiwaniu czarnego samochodu (bo moze jeszcze nie przyjechali, moze ich zobacze przed koncertem). Były patrzy na spadajacy popiol i pyta:


"Co w nich takiego jest wspanialego, wez juz przestan...to zwykly koncert" (Były tez nie znal ich muzyki)


Nerwowo sie rozgladam i nie spogladajac Bylemu w oczy mowie:


"Zobaczysz".


 


BACH TU I TERAZ


"Halo, pytam czemu ich tak bardzo lubisz..."


"Ciii..." - mowie, bo nie chce mowic tego samego, co mowilam Bylemu. Ale az mi sie cisnie "Zobaczysz".Patrze Mojemu w oczy i mowie:" Badz tu ze mna, a sie przkeonasz"


 


Kiedy wyszli na scene, Moj poznal mnie od strony nieco innej. To znaczy, bez przesady - przeciez wie, ze jak ja sie angazuje zupelnie. W muzyke. Ale takiego zaangazowania chyba sie nie spodziewal, bo spojrzal na mnie nieco zaskoczony. Kiedy wstalam i zaczelam drac sie w nieboglosy skakac, klaskac, piszczec.


Wtedy moj zrobil cos milego. Zgasil papierosa i wstal. Zaczal klaskac i krzyczec ze mna. Spojrzalam na niego i powiedzialam:"A Ty co sie tak jarasz, skoro ich nie znasz nawet...i nie wiesz jak graja..."


Moj objal mnie mocno i powiedzial: "Niewazne. Klaszcze im, bo dawno chyba nikt nie sprawil Ci tyle radosci po prostu tym, ze sie pojawil. Dla mnie sa juz bogami, niewazne jak beda grac"


 


BACH RETROSPEKCJA


Stoje na schodach i piszcze. Krzycze, dre sie, az cale gardlo boli. Co namniej jakby Polska grala w Mstrzostwach Swiata w filane.


Były siedzi i palac papierosa patrzy na mnie i robi te dziwna mine - podnosi brwi do gory. Nigdy tego nie lubilam. W koncu wstaje, obejmuje mnie i mowi:"Zahcowujesz sie jak 13-latka na Backstreet Boys..."


Co prawda nie zrobilo to na mnie wtedy zadnego wrazenia, bo bylam tak strasznie zaaferowana koncertem, ze gowno mnie obchodzilo, co Byly mowi, chociaz serio mi wtedy na nim zalezalo. Bardzo.


 


BACH TU I TERAZ


Przerwa. Moj poszedl po piwo. Kiedy wrocil,. chwile pogadalismy. Powiedzial, ze mu sie podoba. Wiedzialam, ze mu sie spodoba. Nie moze sie nie podobac. Oni graja najlepiej na swiecie i koniec kropka. Moj mowi, ze sie cieszy, ze tu jestesmy, ze widzi mnie taka wlasnie, ze jestem nieco dzika i ze jest fajnie. Ze musmy czesciej. Ze super. Ja sie ciesze, ze mu fajnie, ze mi fajnie i ze jest w ogole fajnie. Calujemy sie, jakbysmy sie calowali po raz pierwszy w zyciu.


 


 


Po koncercie, ktory byl przenajlepszy na swiecie, ustawiam sie grzecznie w kolejce po autorafy (ktore zreszta juz mam, ale co tam) i zeby zrobic sobie kilka zdjec. Postanawiam, ze Moj powinien sie moze nieco ulotnic, bo teraz tu juz ludzie nie beda az tak skupieni na muzyce i ktos nas moze przyuwazyc a po co. Moj staje wiec nieco z boku, ale calkiem niedaleko.


Stoje w kolejce, ale wszytskich przepuszczam. Chce isc na sam koniec. Kiedy w koncu robi sie pusto wokol moich drugich milosci podchodze. Zgarniam autografy, chwile rozmawiamy. A to o muzyce, a to o podrozach. Mam wrazenie, ze mnie kojarza z poprzednich koncertow, ale to pewnie tylko wrazenie. Niewazne. Chce zrobic sobie kilka fotek. Juz chce sie odwrocic za siebie, by znalec kogos, kto moglby mi je zrobic, kiedy pojawia sie Moj. Usmiecham sie mocno. Mowi do mnie:"Juz sie rozluznilo, to pomyslalem, ze przyjde". Pyta chlopakow o autografy, bo on tez chce. Oni biora od niego. Robi sie calkiem milo.


Dopiero po chwili zauwazam, ze ochroniarz juz zamknal barierki, a my zostalismy w srodku. Mowie wiec mojemu, ze chyba tzreba sobie isc... Moj puszzca do mnie oko i mowi, ze czasem trzeba wykorzystac to, ze 'nie zalozyl czapki'. Nie pomsylalam o tym wczesniej zupelnie, ale racje ma, Chociaz mi tam jest troche glupio, nie jestem jakos przyzwyczajona. Moj mowi, ze porobimy sobie fotki i idziemy. Nie bedziemy za bardzo wykorzysywac.


Zgadzam sie wiec. usawiam sie z chlopakami do zdjecia, moj pstryka raz, drugi, trzeci. W koncu mowi do jednego z moich milosci nr II, ze ja to na pewno z nim bym najbardziej chciala zdjecie miec, bo widzial, ze caly koncert to tylko na niego patrzylam. Chyba sie zaczewienilam, ale milo mi, ze Moj to zauwazyl. Widocznie bacznie mnie obserwowal. Moj ulubiony z zespolu tuli mnie wiec mocno i daje cieplego buziaka w polik. Fotki napstrykane. Dziekujemy grzecznie, . Moj mnie przytula i mowi do nich tonem zupelnie lagodnym:


"Ona was kocha jak jasna cholera, ale przykro mi chlopaki...jest moja na wylacznosc"


Smiejemy sie wszyscy, ja zaprzeczam i mowie glosno, ze wcale nie, ze Moj sobie moze isc do domu, a ja chetnie zostane z nimi i pojade w trase na koniec swiata.


 


 


BACH RETROSPEKCJA


Biegne szybko.


-Chodz, no chodz, chce z nimi fotke...- wolam


-Ok, juz ide...


Kiedy podchodze do nich, sa bardzo mili. Rozmawiamy o muzyce, podrozach. Dostaje autografy. Przymierzam sie do zdjec. Były robi jedno, drugie, trzecie. Były patrzy niechetnie, jak mocno przytulam jednego, jak drugi pozwala potrzymal mi paleczki od perkusji, jak z nimi rozmawiam o niczym. Podchodzi w koncu i mowi glosno, tonem nie znaszacym sprzeciwu:


"Wiem, wiem ze kochasz ich jak jasna cholera, ale pamietaj, ze jestes moja na wylacznosc"


 


Smiejemy sie gorzko wszyscy, ja kiwam glowa potulnie i glosno zegnam sie z chlopakami, zyczac powodzenia, mowiac ze na pewno sie zobaczymy na innym koncercie. Ze trzeba isc do domu, a oni niech jada w trase na koniec swiata.


 


Gdzies. 2009-08-28

Jakos powoli ukladamy sobie.


Po kawalku.


Smiejemy sie duzo.


Chociaz nie zawsze jest do smiechu.


Ale jakos idzie.


Boli mnie tylko, ze juz niedlugo sie skonczy sieklanka i bede zmuszona wrocic do Polski. I co wtedy. Jak to bedzie.


Nie wiem.


 


Dzis widzialam na necie taki filmik, Moj go nie kojarzy specjalnie. Z okolicznosci wiemy, ze bylo to ok 4 lata temu. Otoz pewnego pieknego dnia pewna dziewczyna spotkala Mojego na ulicy. Wziela rzecz jasna jakis autograf czy cos, pogadali chwile, no a osoba trzecia krecila aparatem chyba filmik. Zrobili sobie kilka fotek tez. Ow filmik jest na youtube. Dziewczyna bardzo ladnie go zmontowala. W tle muzyczka, na poczatek kilka zdjec Mojego, pozniej maly wstep, data i ze 'tego dnia zdarzylo sie cos wspanialego'. No i jest to spotkanie z Moim. A pozniej ona mowi, ze spelnilo sie jej marzenie, ze cudnie, ze jaki on jest sympatyczny. Jak tak patrzylam na te dziewczyne, to widzialam, ze ona sie tak cieszy, ze lzy jej leca, ze chyba zaraz wybuchnie. Moze wybuchla,.Wielkim placzem, smiechem. Radoscia.


Patrze pozniej na Mojego i ja tez mam w sobie gdzies te radosc. Ino nieco sie gdzies zagubila.


Ale jest.


 


 


 


Dzis Moj rano sie do mnie przytulil, kiedy ja myslalam, ze on spi jeszcze i powiedzial cicho, zebym jeszcze nie wstawala.


Lezalam wiec przy nim, on przy mnie. Kiedy sie juz wybudzil, dlugo patrzyl mi w oczy  i nic nie mowil.


Ja ogladalam jego twarz.


Jego oczy.


Nos.


Usta.


Po dlugim milczeniu w koncu sie odezwalalam - powiedzialam, ze powinien sie ogolic, bo jest zarosniety jak krasnolud.


 


 


Nie ogolil sie i chodzi z ta broda,


 


 


 


A ja siedze i szukam w sobie tej dzikiej radosci.


Bo ona tam jest, na pewno.


Ja nawet slysze jej wolanie.


Nie-uciekac. 2009-08-23

Wczoraj spakowałam walizki, posprzatalam. Zrobilam sobie malego drinka i usiadlam przy tych walizkach.
Dwoch walizkach.
Dwie walizki - niby nic.
Siedzialam i myslalam.
Myslalam o tym, co napisala mi Gumiaczek, myslalam o tym co bedzie, jak pojade do domu. Co dalej. Nagle w glowie zaswitalo mi glupawe, filmowe zakonczenie historii. Jade do domu, a Moj jedzie za mna, staje w drzwiach i juz na zawsze jestesmy razem.

POzniej pomyslalam, ze napisze mi esemesa. Ze napisze, ze on bedzie czekal, ale skoro tak zdecydowalam, to na pewno wiedzialam, ze tego wlasnie chce.

POzniej pomyslalam, ze bedzie dzwonil.

Pozniej, ze napisze mi list i w liscie mi napisze, ze dobrze zrobilam, bo i tak kiedys trzeba bylo to zrobic.

Albo ze napisze, ze jestem tchorz.

Pozniej doszlam do wniosku, ze tak szczerze mowiac - nie wiem co by zrobil. Troche mnie to przerazilo - ze nie wiem. Ze moze go nie znam.
Ale pozniej jednak si epocieszylam, ze to nie jest tak, ze go nie znam, tylko po porstu skad mam wiedziec co by zrobil.


Taka myslaca, na walizkach zastal mnie wlasnie.
O tym nie pomyslalam. Nie docenilam.
A on, jakby wiedzial wszytsko. Podszedl i mocno mnie przytulil.
Siedzielismy tak dlugo, bez slowa.
W koncu sie odezwal:
"Nigdzie nie jedziesz".



Siedzielismy dalej, ja plakalam dlugo, a on glaskal moja glowe. A kiedy na niego spojrzalam, mial taki wyraz twarzy, jakiego nie znalam. Nie u niego.
Strasznie zaciety.
Rozesmialam sie wtedy i powiedzialam, ze wyglada jak Leonardo DiCaprio w 'Titanicu'. Jest taka scena, kiedy juz statek wiadomo, ze zatonie zupelnie i on wtedy tak przytula Kate W., to znaczy Rose, ona chowa swoja glowe w ramionach, a on patrzy w dal i ma strasznie zaciety wyraz twarzy.

Moj mial wlasnie podobny.
Nie wiem, czemu mnie to rozbawilo. Moze dlatego, ze Moj ma w ogole bardzo mily wtraz twarzy, czesto sie wyglupia i zazwyczaj sie smieje. A teraz mial taki strasznie dorosly, powazny wyraz.

On tez sie rozesmial.


To byl chyba dla nas znak, ze mozemy porozmawiac.





Porozmawialismy wiec.
Siezielismy dlugo na tych walizkach i rozmawialismy.
O tym, o czym pisala mi Gumiaczek. Ze zawsze bedzie trzeba walczyc, ze ucieczka nie jest wyjsciem.
O tym, ze oboje czujemy, jakbysmy mieli rozdwojenie jazni.
Ze nie tylko ja sie tak czuje, kiedy patrze na niego w internecie.
On tez sie tak czuje.
A ja tego nie wiedzialam.


O wielu sprawach.

Moj pozniej spojrzal na te walizki i powiedzial:
"Wlasciwie jak sobie to wyobrazalas...? Ze co, pojedziesz i co? Ze sie wiecej nie zobaczymy?"

O tym, ze sie kochamy przeciez.
Ze chcemy walczyc razem.
Nigdy nie osobno.









DZiekuje, Gumiaku za komentarz i nie przepraszaj. Lubie, jak piszesz. Naprawde lubie.







Zaraz sie obudzi. Ma wylaczony glos w telefonie, a ciagle ktos do niego dzwoni. Badz, co badz zwiał wczoraj z konferencji.


e-blogi.pl zymzym.info
  e-blogi.pl  [Załóż blog!] rssSubskrybuj blogi
[Zamknij reklamy]